Pamietnik Hidekiego 2

Wiosna 1017 roku


Dwunasty dzień smoka
Pierwszy dzień drogi za nami.
Przed wyjazdem z domu spotkal mnie dziwny przypadek. Podszedł do mnie strażnik mówiac, że w lesie spotkali piękną młodą dziewczynę. Pytała o wojownika podróżującego z chłopcem. Powiedziała, że, jeśli go spotka, żeby mu przekazał, że będzie czekać przy wodpospadzie. Na początku nie zrozumiałem kim mogłaby być ta dziewczyna. Dopiero po chwili skojarzyłem – kitsune, którą widziałem przygladającą nam się z lasu.

Kiedy opowiedziałem o tym Katsuro uśmiechnął się mówiąc, że pewnie kitsune chciała spłatać kolejnego psikusa. Powiedział, że przybierają postać pięknych dziewcząt. Podobno można je poznać po tym, że mimo zmiany nadal mają dwa ogony. Przedziwne stworzenia. Jestem wdzieczny towarzyszowi za jego wiedzę, pewnie inaczej, choćby przez ciekawość, dałbym się jej zwieść. I trudno powiedzieć jakby się to skończyło.

Trzynasty dzień smoka
Koło południa kiedy przekraczaliśmy imperialną drogę, natrafiliśmy na grupę podróżujacych magistów imperialnych. Zatrzymali nas rządając okazania dokumentów podróżnych. Wszystko przebiegało spokojnie do czasu, aż jeden z magistrów zarządał żeby Katsuro pokazał, co ma w sakwach przy pasie. Mój towarzysz ostro odpowiedział, że nie pokaże.

Zrobiło się gorąco. Magistrzy robili się podejrzliwi. Spróbowałem uratować sytuację, tłumacząc cel naszej podróży. Sytuacja opanowała się na tyle, że magister wziął mnie na bok. Zapytał kim jest Katsuro, dokąd zmierzamy, oraz w jakim celu. Wydawało mi się, że moimi odpowiedziami udało mi się trochę uspokoić podejrzliwego magistra.

Kiedy kończyliśmy rozmowę, wyjął coś z sakwy, a potem niespodziewanie rzucił czymś w stronę Katsuro, wykrzykując jego imię. Katsuro złapał przedmiot, który okazał się być kawałkiem jadeitu. Z wściekłością w oczach oddał go po chwili magistrowi mówiąc, że chyba coś zgubił.
Na moje oburzenie tym co zrobił, magister, odpowiedział mi tylko, że my chronimy Isawa, a oni Imperium. Na koniec stwierdził, że to było zwyczajne nieporozumienie, kończąc temat. Puścili nas wtedy wolno.

Stwierdzam, że podróże z Katsuro mogą być zaskakujące w sytuacje. Szczególnie, że mój młody towarzysz nie poważa zbyt wysoko zasad etykiety. Co w połączeniu z imperialnymi magistrami może okazać sie stresujące.

Czternasty dzień smoka
Dzisiaj droga była spokojna. Za to kiedy dotarliśmy do wioski Katsuro zaproponował zboczenie z drogi i odwiedzenie Klasztoru Trzech Piór, która znajduje się niedaleko. Jak ustaliliśmy potem – póltora dnia drogi stąd.

Zaskoczył mnie. Ciekaw jestem co go ciągnie do tego miejsca. Sam jestem również zainteresowany tym co tam zastaniemy. Jest tam na pewno wiele ciekawych pozycji o Tao Shinsei, z którymi chetnie się zapoznam jeśli bedę miał okazję. I tamtejsi mnisi pozwolą.

Piętnasty dzień smoka
Przedziwny dzień. Trudno po nim zasnąć.
Koło południa, na polanie spotkaliśmy siedzącego na poboczu drogi ronina. Ukłonił się nam pozdrawiając. Miał na imię Kenta. Kiedy zapytałem go, czy zmierza w stronę wioski, powiedział, że on swój cel już osiagnął spotykając mnie. Zdziwiłem się prosząc, żeby wyjaśnił co ma na myśli. Powiedział, że uczy się od napotkanych ludzi.

Zaproponował pojedynek. Jak powiedział, może być nauką dla nas obojga. Wyjaśniłem, że podróżuje jako yojimbo i nie ode mnie tylko zależy ta odpowiedź. Za to kiedy Katsuro się zgodził, przystałem na pojedynek.

Pojedynek był do pierwszej krwi. Ronin był godnym przeciwnikiem. Widziałem, że jego biegłość w iajiutsu jest większa niż moja, za to liczyłem, że swoją szybkością i skupieniem zdołam go wyprzedzić. Początkowo zdawało się zapowiadać dobrze. Potem jednak, może nie wystarczające skupienie, może brak umiejetności, sprawiły, że to Kenta pierwszy dobrał miecza i wyprowadził uderzenie.

To była wartościowa lekcja. Gorzka, ale cenna. Wiem, że długa ścieżka jeszcze przede mną. Sporo musze się na niej nauczyć.

Pozegnaliśmy się. Ja i Katsuro kontynuowaliśmy naszą podróż dalej. Bolący bok przypominał jednak przez całą drogę o tej gorzkiej lekcji.

Na miejscu Katsuro zajął się moimi ranami. To przyjemne widzieć taką troskę na jego twarzy, staranność i gorliwość z jaką mnie opatrywał.

W pewnym momencie objął mój pas przytulając delikatnie gładki policzek do skóry. To było takie niezwykłe. Jakby czas się na moment zatrzymał. Bardzo dawno nie czułem z nikim takiej bliskości. Dotknąłem jego gładkich włosów, gładząc je pieszczotliwie. Nie wiem ile tak siedzieliśmy. To było magiczne. Mogło trwać pare sekund, albo długie godziny.

Katsuro wybudził się w końcu, kontynując przerwane bandażowanie. Nie rozmawialiśmy wiele później. Niebawem mój przyjaciel ułożyl się do snu.

Nie mogę zasnąć. W głowie przemykają mi wydarzenia dzisiejszego dnia i słowa Isawa Itsukiego, który powiedział, że szybciej niż myślę stanę przed przeciwnikami większymi od siebie i że mam się przygotować aby móc bronić powierzonego mi “skarbu”.

Dziś los dał mi naukę, mam nadzieję, że da mi również trochę czasu aby się dobrze przygotować. Nie spodziewałem się więzi jaka między nami powstanie. Nigdy nie znałem tego uczucia, przypomina troche to co łączyło mnie z Makoto. Wiem, że nie jest to to samo. Ale czuję podobną bliskość, zaufanie, które miedzy nami powstają.

Czy to ty ukochany bracie wskazujesz mi drogę? Czy cząstka ciebie została w tym niezwykłym chłopcu, którego z takim oddaniem broniłeś? Czy to jednak coś szególnego tylko między nami? Sam nie wiem.

Katsuro pięknie wygląda kiedy śpi. Jak nie z tego świata.

Szesnasty Dzień Smoka
Dotarliśmy na miejsce.
Droga przypomniała, że jesteśmy w górach. Na szlaku spotkaliśmy niedźwiedzia. Całe szczęście, udało nam się go ominąć zbaczając na chwilę z wytyczonej drogi. Spotkanie z tym groźnym drapieżnikiem to nic czego mógłbym chcieć życzyć nawet wrogowi.

Wczesnym popołudniem dotarliśmy na miejsce. Klasztor zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Jest tu tak pięknie i spokojnie. Przywitał nas mnich o imieniu Kaito. Oprowadził po zabudowaniach, a potem zaprosił na wspólny posiłek. Opowiedział o historii i tradycji Klasztoru Trzech Piór. Rozumiem już czemu Katsuro pragnął je odwiedzić.

Tą sielankę zakłócił tylko jeden szczegół – widok zakurzonej katany, przy wejściu. Leżała tam jak ostrzeżenie. Mam wrażenie, że w tym miejscu kryje się więcej niż widać na pierwszy rzut.

Katsuro poprosił o możliwość rozmowy z Trzema Piórami i odwiedzenia górnej światyni. Kaito odpowiedział, że mistrzowie niezwykle rzadko wychodzą, ale przekaże jego prośbę. Górna świątynia jest zaś dostępna tylko tym, którym zezwola na to Trzy Pióra.

Obecnie Trzy Pióra to: najstarszy sędziwy mistrz Akira, mniszka Maiu – najmłodsza z nich, choć druga stażem jako Pióro, oraz Shibu, któy dołączył do nich w zeszłym roku po śmierci poprzedniego mistrza.

Kaito zaprowadził nas do dolnej biblioteki, którą opiekuje się mnich Yuki. Ten pokazał nam najnowszą kopię Tao Sinsei, sporządzoną przez Trzy Pióra. Piękne dzieło.

Nie potrafię znaleźć w sobie spokoju. Cały czas mam wrażenie, że coś jest z tym miejscem nie tak.

Kiedy wybudziłem się z medytacji dostrzegłem, że Katsuro zniknął. Zaniepokoiło mnie to, więc wyszedłem go szukać. Znalazłem go spacerującego po tarasie nad biblioteką.

Kiedy wróciliśmy do pokoju Katsuro poprosił mnie o użyczenie mu Tao Sintei, którą mam ze sobą. Powiedziałem mu, że to prezent od Makoto. Uśmiechnął się mówiąc, że to wspaniała wskazówka na całe życie.

To takie dziwne. Życie moje i Katsuro splata się na różne sposoby. Nawet wtedy gdy straciłem ukochanego brata był blisko mnie.

Kiedy Katsuro zaczął czytać, najpierw trochę od niechcenia, potem z coraz wieksza uwagą, zaczałęm śledzić kolejne wersy. Oba teksty różniły się. Uświadomiłem sobie, że już wczoraj czytając tekst w bibliotece miałem wrażenie dziwnego niezrozumienia, obcości w nim. Moje oczy i Katsuro spotkały się – to tego właśnie szukał.

Mnisi przepisując tetst zniekształcali go nadając mu inne znaczenie. Przeraziło mnie to. To mogło być jak choroba, któa rozsieje się po całym Imperium. Być może za jakis czas nikt nie pamietałby jaki ten tekst był oryginalnie. Katsuro zapytał czy wem co możemy zrobić. Nie potrafiłem jednak znaleźć rozwiązania.

Mój młody przyjaciel zamyslił się na długie minuty. Nie mogłem oderwać oczu od jego skupionej bladej twarzy.

Kiedy wybudził się z zamyślenia powiedziałem, że nie mogę przestać na niego patrzeć, a jego oczy są piękne jak lustra. Przez moment bałem się, czy moje słowa nie były zbyt śmiałe, ale uśmiechnął się delikatnie odpowiadając, że i dla niego to przyjemność, i że jeśli widzę siebie w odbiciu jego oczu to musi być piekny widok.

Dotknąłem jego gładkich dłoni. Siedzieliśmy tak czując dotyk swojej skóry. To chwila, która mógłaby trwać dla mnie wieczność.

Siedemnasty Dzień Smoka
To była straszna noc.

Przebudziłem się w środku nocy, a posłanie obok było puste. Katsuro zniknął. Strach, który mnie wtedy ogarnął, był jak szaleństwo. Czułem jak ziemia wymyka mi się spod stóp. Jak wtedy, kiedy biegłem do twojego martwego ciała Makoto.

Potem zrobiłem coś, za co do teraz czuję wstyd i wiem, że nie powinno się to zdarzyć. Wybacz mi bracie, że okazałem taką słabość.

Spodziewałem się, że Katsuro mógł chcieć obejrzeć w samotności dzieła zgromadzone w bibliotece więc poszedłem tam i odsunęłem zamknięte drzwi. Wsunąłem się do srodka. W środku było pusto. Wyszedłem po chwili, ale czułem się niczym złodziej.

Wtedy zobaczyłem rozblask płomieni w górnej światyni. Popędziłem tam niczym błyskawica. Zobaczyłem rannego Katsuro i wychodzącą mu na przeciw zakapturzoną postać. Przyjaciel dostrzegł mnie i zaczał zbiegać w moim kierunku. Pojawił sie kolejny zakapturzony mnich. Przyjaciel wpadł w moje ramiona, szepcząc, że to nie ludzie. Powstrzymał mnie od zaszarżowania w ich stronę. Postacie stały na schodach jak mroczny strażnicy. My wróciliśmy do domu.

Czułem się bezsilny nie mogąc pomóc Katsuro. To prawdziwa tortura widzieć ból na jego twarzy i nie potrafić nic na to poradzić.

Duchy moich przodków, miejcie mnie w opiece. Bo dopiero terz czuje jak wielka leży na mnie odpowiedzianość, nie tylko za swoje przeznaczenie ale i i za przeznaczenie mojego przyjaciela.

Jeszcze przed śniadaniem wyszliśmy z domu. Przystanęliśmy obserwując wschód słońca. Poprosiłem Katsuro, żeby nie wychodził nigdy tak bez słowa. Wyznałem, że ze strachu o jego życie byłem w bibliotece. Zobaczyłem wtedy łzy w jego oczach. Poprosił, zebym nigdy wiecej za jego sprawą nie robił rzeczy których bym nie chciał. Katsuro powiedział wtedy coś czego z początku nie zrozumiałem. Powiedział, że powinien dać mi iść swoją drogą i zostać gwazdą na niebie, że powinien pownien powiedzieć, ze nie chce mnie wiecej widzieć, ale nie potrafił. Drżącym głosem wyszeptał, że nie chce, żebym przez niego robił rzeczy, których będę żałował. Aby jego czyny i jego natura wpływały na mnie.

Powiedziałem mu wtedy, że wierze, że na niebie jest miejsce na jego gwiazdę, a obok niej mam nadzieję znajdzie się i moja. Powiedziałem, że ufam mu i wierzę, że to co robi jest dobre. Wtulił się wtedy we mnie. Wyszeptał, że kierują mną emocje i przywiazanie do niego i nie wie czym zasłużył sobie na nie, ale mi za te słowa dziękuje.

Wiem, że jest w nim piękna, honorowa dusza, która czasami błądzi. I nawet jeśli jego droga do gwiazd jest bardziej wyboista niż inne jest n niebie na jego jasną gwiazdę. Chciałbym móc być dla niego przewodnikiem w tej drodze. Wiem jednak, żeby tak się stało ja sam musze zawsze wybierać właściwą drogę i wyzbyć się słabości.

To nie przypadek, że spotkaliśmy się. Czuję, że mamy do przejścia daleką drogę. I to nasza wspólna droga Katsuro, a ja muszę dbać nie tylko o twoje bezpieczeństwo, ale i o to, żeby ta droga zawsze szła w dobrym kierunku.

Miejcie mnie w swojej opiece przodkowie i Ty Ukochany Bracie. Wspomóż mnie, abym i ja i mój młody przyjaciel dołączyli do twojej gwiazdy.

Przypomniało mi się motto Asako, które czasem powtarzała nam matka, że tylko poddana próbie cnota to prawdziwa cnota. Jest w tym wiele prawdy. Dziś upadłem, ale podniosłem się i idę dalej. I obym nie upadał zbyt często.

Trzy Pióra wyraziły zgodęna naszą wizytę w Górnej Swiątyni. Czekam na Katsuro, który przed wejściem chciał jeszcze oddać się medytacji. Jestem pełen złych obaw.

Wieczór. Ogień dogasa. Biblioteka spłonęła, a wraz z nią wszystkie kłamliwe teksty.

Na górze przywitał nas mnich, który kazal nam przed wejsciem zostawić broń. Zrobiłem to z ociąganiem, na któe Katsuro z delikatnym uśmiechem powiedział mi, że przecież mówiłem, że mu ufam. Nie rozumiałem wtedy jeszcze co moze miec na myśli.

Biblioteka była piękna. Cała wykończona rzeźbionym drewnem i wykończona ozdobnymi kanji. Na przeciw wyszedł Shibu oprowadzał nas po bibliotece, pozwalając chłonąc niesamowitą atmosferę tego miejsca. Potem Katsuro poprosił go o zaprowadzenie w miejsce gdzie Pióra pracują. Shibu zgodził się.

Zaprowadził nas do pięknej pracowni gdzie przy stołach siedziała mniszka – Maiu, oraz sędziwy mnich Akira. Maiu niebawem dokończyła przepisywac tekst i wyszła. Akira natomist jak w transie zręcznie kreślił kolejne kaji. To było hipnotyzujące. Katsuro stanął za mną mówiąc, ze to nieopisanie piękne. Połączenie piękna, precyzji i mądrości.

Wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Stary mistrz przekreślił swoje dzieło, niszcząc tekst i wykrzyknął, że to wszystko kłamstwa.Uklęknąłem przed nim i zapytałem, co ma na myśli. On z szaleństwem i cierpieniem w oczach powtórzył znowu, że to wszystko kłamstwa.

Shibu przerwał ostro. Powiedział, że mistrz jest już stary i nie zawsze wie co mówi, a my powinniśmy już iść. Zdecydowanie wyprowadził nas z pracowni do wyjścia.

Kiedy znaleźliśmy się na powrót w bibliotece, dostrzegłem zaryglowane drzwi i tych dziwnych mnichów stojących po bokach sali. Szepnąłem Katsuro, że to pułapka. Czułem się bezbronny nie majac swojego miecza, którym mógłbym bronić przyjaciela. Wtedy Katsuro wyszeptał modlitwę a w moich rękach pojawiła sie ognista katana. Szepnął, żebym nas stąd wyprowadził.

Mnisi odsłonili swoje prawdziwe oblicze rzucając się z furią na nas. Osaczyli nas. Jeden z duchów boleśnie ranił Katsuro, a po chwili również dopadły do mnie boleśnie wdzierając pazury w ciało. Myslałem, że to już koniec za to chłodny dotyk dłoni Katsuro jego modlitwa i słowa, to jeszcze nie pora, na nowododły mi sił. Biblioteka pogrążała się w płomieniach, kiedy w końcu udało nam się utorować drogę do wyjścia.

Wtedy dostrzegłem ozdobny zwój stojący na cokole. Katsuro krzyknął, żeby wychodził. Ja czułem jednak, że muszę go ocalić. Nie mogę pozwolić aby spłonął. Chwyciłem go ostatkiem sił zwój dołączając do przyjaciela. Zbiegliśmy na dół. Na dole Katsuro ze łzami w oczach wyszeptał, że został tam Akira.

Chciałem zawracać, ale przyjaciel powstrzymał mnie mnie. Powiedział, że na górze jest ich jeszcze więcej. Zobaczyłem wtedy jak ciężko ranny i słaby jest. Ja również czułem ciężar swoich ran.

Mnisi dostrzegli co się stało i zaczęli gasić pożar. Wiedziałem, że muszę ich powstrzymać. Ostatnimi siłami krzyknąłem, że to miejsce jest przeklęte i musi spłonąć,by oczyścić się z spaczenia. Chyba przodkowie wsparli mnie wtedy. Czułem, że moje słowa zabrzmiały mocno i doniośle. Mnisi początkowo z niedowierzaniem i osłupieniem, za to ostatecznie zaprzestali gasić pożar.

Chwilę później niespodziewanie na balkonie pojawił się Akiro. Jego szaty płonęły, był osłabiony, z trudem doszedł do barierki. Wszytko kłamstwo – krzyknął boleśnie – niech spłonie. Jego słowa były jak uderzenie grzmotu. W tym krzyku był niesamowity ból człowieka, który musi pozwolić żeby zniszczyło się coś co było dla niego całym życiem.

Z trudem powstrzymywałem łzy. Widziałem, że oczy Katsuro również są wilgotne.

Jest popołudnie. Przed chwilą była u nas Maiu. Cieszę się że choć ona ocalała. Oddałem jej ocalony zwój. Na początku nie chciała go przyjąć – zapytała, czy jestem pewien. Odpowiedziałem, że wierzę, że powierzam go w dobre ręce. Podziękowała i przyjęła go wtedy.
Wierzę, że to miejsce powstanie z popiołów.

Osiemnasty dzień smoka
Kiedy przebudziłem się, w moich ramionach spał jeszcze Katsuro. Zasnęliśmy tak poprzedniego wieczoru. To uczucie niepodobne do niczego. Nigdy nie czułem takiej odpowiedzialności za czyjeś życie. Katsuro jest przeznaczony do wielkich rzeczy, a ja muszę mu pomóc je osiągnąć. Aby kiedyś został jasna gwiazdą na niebie wskazującą innym drogę.

Pamietnik Hidekiego 2

Droga Feniksa Warenhari Wasillissa